
W piątek 12 czerwca o świcie na starcie VI Biegu Rzeźnika stanęło w Komańczy 185 drużyn – łącznie 381 zawodników i zawodniczek. O 3:24, gdy
nad Bieszczadami wstawało niewidoczne przez chmury i rzęsisty, padający od doby deszcz, Wojtek Gosztyła z Latarni Wagabundy odegrał dość
rachityczny w tym roku, bo bez ustnika, sygnał startowy, a wójt gminy Komańcza dał sygnał do startu strzelając w powietrze z potężnego
czarnoprochowego rewolweru.
Uczestników nie przeraziła ich kiepska pogoda i trudne warunki do biegania. Zawodnicy, dla bezpieczenstwa i
asekuracji biegli w zespołach. Nazwa Biegu Rzeźnika wzięła sie od pseudonimu trenera biegaczy z Gliwic
Warunkiem ukończenia Biegu jest zaliczenie trasy w zespole, a więc nie będzie się liczył wynik tylko jednego zawodnika. Uczestnicy Biegu
musieli pokonać 80 kilometrową trasę maksymalnie w 16 godzin.

Trasa Biegu Rzeźnika wynosi około 78 kilometrów i biegnie bieszczadzkim czerwonym szlakiem. Meta czeka na zawodników w Ustrzykach Górnych.
Po drodze zawodnicy jak co roku mieli możliwość regeneracji na czterech punktach kontrolnych, tak zwanych „przepakach”.

Na pierwszym, na przełęczy Żebrak, najszybsze drużyny znalazły się po około godzinie i czterdziestu minutach biegu.
reklama
Od samego początku 5 drużyn sformowało
grupę, która oddaliła się od pozostałych uczestników wyścigu. W skład tej grupy wchodziła drużyna zwycięzców zeszłorocznej edycji Rzeźnika
HABYS JSC Jasło, SPELEO SALOMON Gore-Tex, Chłopcy z desantu, AZS AWF Gorzów Wielkopolski oraz HOTEL PERŁA POŁUDNIA RYTRO TEAM.
Na tym etapie wyścigu nadal silnie padało, a bieszczadzkie ścieżki były niemiłosiernie obłocone, co powodowało, iż warunki dla zawodników
były bardzo nieprzyjazne. Większość z nich prawie od razu była od stóp do głów umorusana błotem.

Na przepaku zorganizowanym w Gminnym Ośrodku Kultury w Cisnej z dalszego biegu niestety musiała zrezygnować drużyna obrońców tytułu,
popularni Habysi. Powodem była kontuzja jednego z członków teamu. Odcinek między Cisną a wejściem do Bieszczadzkiego Parku Narodowego pod
Smerekiem jest najdłuższy, bo wynosi ponad 20 kilometów oraz uważany za najtrudniejszy ze względu na łatwość zabłądzenia przez uczestników
biegu. W okolicach szczytu Jasło drogę pomyliła drużyna AZS AWF Gorzów Wielkopolski i straciła około 40 minut do pozostałych teamów z
czołówki.

Równolegle nad Bieszczadami zaczęły się zmieniać warunki atmosferyczne. Niebo stopniowo rozchmurzyło się. Wyjrzało słońce. Jednak nie było
na tyle mocne, aby dać się we znaki na „drodze Mirka” czyli prawie 8-kilometrowym odcinku trasy biegu, który nie pokrywa się z czerwonym
szlakiem.

Podejście pod Smerek jest najcięższym w całym biegu. Od tego momentu zawodnicy biegli Połoniną Wetlińską. Na ich szczęście ani słońce, ani
wiatr nie dawały się zbyt silnie we znaki.
Z ostatniego punktu regeneracyjnego w Berehach Górnych, jako pierwsza wybiegła drużyna określona mianem „czarnego konia” tegorocznej edycji
„Chłopcy z desantu”. Jednak już na zbiegu z Połoniny Caryńskiej do kapitulacji i utraty pierwszego miejsca zmusił ich brawurowy atak
„Salomonowców”, którzy ostatecznie wygrali Rzeźnika 2009 z czasem 9:14. Technice i lekkości zbiegów zawodnikom SPELEO SALOMON Gore-Tex nikt
w tym roku nie był w stanie dorównać.

Odnotować należy również wynik drużyny Byledobiec Anin. Robert Celiński, który w 2007 roku zwyciężył wraz ze swoim bratem Bieg Rzeźnika,
tym razem biegł ze swoją narzeczoną Anną Świerczek, która docierając do mety w czasie 11 godzin i 6 minut ustanowiła nowy rekord świata
kobiet w Rzeźniku detronizując Basię Muzykę – wielką nieobecną tegorocznej edycji.

Ponadto 8 uczestników postanowiło dać dowód swego całkowitego szaleństwa i wydłużyć trasę biegu na Tarnicę, czyli przemierzyć Rzeźnika w
wersji „hardcore”.
Ostatecznie bieg ukończyło 140 drużyn, w skład których wchodziło 291 zawodników, w tym 8 kobiet. Ponadto trasę Rzeźnika przemierzyła jedna
6-osobowa sztafeta – TIGER TEAM ZADYSZKA.
Na rozdaniu nagród ufundowanych przez sponsora Biegu - firmę GORE oraz firmy Alpinsport (dystrybutora marki Montrail) i The North Face. W
Latarni Wagabundy w Woli Michowej zmęczonym ale szczęśliwym, mamy nadzieję, zawodnikom przygrywał zespół Wiewiórka na Drzewie.
Warto dodać, że osobną nagrodę w postaci tygodniowego pobytu w Latarni Wagabundy dla pierwszej i dla ostatniej drużyny ufundował Wojtek
Gosztyła. Mamy nadzieję, że zawodnicy zrealizują tą nagrodę podczas planowanego na wiosnę przyszłego roku tygodniowego zgrupowania
treningowego dla uczestników siódmej edycji Biegu Rzeźnika, która odbędzie się w piątek po Bożym Ciele, czyli 4 czerwca 2010 roku (to
jeszcze nie jest oficjalna data).
Artur Kurek i Piotr Herzog zwyciężyli w szóstym Biegu Rzeźnika z Komańczy do Ustrzyk Górnych. Para warszawsko - częstochowska przebiegła 80
kilometrową trasę prowadząca bieszczadzkim czerwonym szlakiem w czasie 9 godzin i 14 minut. Tym samym o 6 minut pobity został dotychczasowy
rekord