W grudniowym numerze GÓR
ukazał się artykuł autorstwa Krzysztofa
Sasa-Nowosielskiego dotyczący suplementacji kreatyną. Pomimo że tekst ten
jest ściśle związany z tamtym opracowaniem, to już na wstępie
chciałbym zaznaczyć, że moim celem nie jest wytykanie błędów czy
braków w artykule Krzyśka. Jest to jedynie moje osobiste spojrzenie na
suplementację diety osoby trenującej, pod kątem osiągania wyników we
wspinaczce sportowej. Tekst powstał w oparciu o osobiste doświadczenia
oraz w oparciu o naukowe opracowania pochodzące z badań
przeprowadzonych na amerykańskich wspinaczach. Z góry zaznaczam
jednak, iż nie posiadam żadnego "doktorskiego" tytułu i co się z tym
wiąże, artykuł mój nie ma naukowych aspiracji. Uprzedzam więc, że w
poniższym opracowaniu co uważniejszy i bardziej ode mnie "douczony"
czytelnik być może znajdzie jakieś niedoskonałości.
Co to jest kreatyna
Na pytanie co to jest kreatyna oraz jak działa nie będę się tutaj
oczywiście rozpisywał, gdyż bardzo dobrze zrobił to już przede mną
Krzysiek (niedoinformowanych odsyłam do GÓR 12/99). Po przeczytaniu
takiej dawki teorii każdy na pewno zadał sobie to pytanie: "no dobrze,
ale jak to zastosować w praktyce?". Niestety Krzysiek nie napisał, czy
ma jakieś własne doświadczenia w stosowaniu kreatyny czy nie. I w tym
właśnie momencie chciałem wtrącić swoje trzy grosze, czyli opisać, jak
wygląda stosowanie kreatyny w praktyce.
Kontakt
Na początek krótka historia mojego kontaktu z kreatyną. Otóż
stosowałem ten preparat już dwukrotnie. Oba cykle miały miejsce zimą
98/99. Dlaczego cykle? Otóż zażywanie kreatyny ma to do siebie, że
potrafi niejako "przyzwyczaić" do siebie organizm. Dlatego zalecane
przyjmowanie kreatyny powinno odbywać się w cyklach od 4 do 6 tygodni,
po którym musi nastąpić co najmniej dwutygodniowe odstawienie
preparatu. Jak u mnie wyglądały cykle? Oba mniej więcej tak samo.
Zaczynałem od fazy inicjującej, która trwała 5 dni. Podczas pierwszych
2 dni jadłem 20 gramów podzielonych na 5 porcji (po 4 gramy), a przez
następne 3 dni 15 gramów dziennie (podzielonych na 5 porcji po 3
gramy). Po tych pięciu dniach następowała faza podtrzymująca, trwająca
około miesiąca. W tym czasie jadłem dziennie 7 gramów preparatu (2
gramy rano, 2 gramy w południe oraz 3 gramy po treningu). Potem
zrobiłem około miesięczną przerwę i powtórzyłem cykl od nowa. W czasie
przyjmowania kreatyny trzeba pamiętać o kilku bardzo ważnych sprawach.
Przede wszystkim należy zwracać baczną uwagę na to, by jak najbardziej
oddalić w czasie przyjmowanie kreatyny od zwykłych posiłków. Ja
zażywałem kreatynę najszybciej w około 1,5 godziny po zwykłym posiłku.
Taką samą ilość czasu (czyli 1,5 godziny) odczekiwałem przed następnym
posiłkiem. Następną ważną rzeczą jest to, by każdorazowo popijać dawkę
suplementu napojem zawierającym węglowodany (uwaga: napój ten nie może
zawierać tłuszczu!). Najlepiej jakąkolwiek odżywką węglowodanową, ale
można zastąpić ją np. sokiem z winogron. Kolejną kluczową sprawą jest
dieta oraz sam trening (oczywiście nie tylko w czasie cyklu
kreatynowego). By jak najdokładniej poznać działanie kreatyny na moim
organizmie zdecydowałem się zupełnie nie zmieniać diety i jadłem to co
zwykle. Oczywiście spożywałem w tym czasie aminokwasy przed i po
każdym treningu (pozwalają one na utrzymanie po zakończeniu cyklu
tego, co w jego czasie uzyskaliśmy). Jeśli chodzi natomiast o sam
trening, to było to bardzo intensywne ładowanie na siłę oraz
wytrzymałość siłową.
Obserwacje
Skoro już wiecie co i jak, to pora chyba teraz opisać to, co
zaobserwowałem w czasie treningów podczas cyklu oraz po jego
zakończeniu. Otóż okazało się, że kreatyna praktycznie nic mi nie
dała, jeśli chodzi o siłę maksymalną. Zmiana, jaką zaobserwowałem w
strefie przybloków czy "szmat" (podciągnięcie ciała na drążku za
pomocą jednej ręki) była niezauważalna, w porównaniu do treningów nie
popartych suplementacją. Z całą pewnością mogę jednak powiedzieć, że
kreatyna działała, i to już po kilku dniach pobierania. Cały efekt
pobierania kreatyny skupił się na wytrzymałości siłowej (czyli na
siłowych wysiłkach powyżej ośmiu powtórzeń). Oczywiście nie wspominam
o wytrzymałości lokalnej, gdyż, po pierwsze nie prowadziłem w tym
czasie takich treningów, a po drugie kreatyna nie działa na tego
rodzaju wysiłek. To co jednak mnie najbardziej zdziwiło, w porównaniu
do zapowiedzi, jakich naczytałem się w reklamach prasowych, to brak
efektów w postaci przyrostu siły maksymalnej. Jeśli jednak chodzi o
wytrzymałość siłową, to tutaj byłem bardzo mile zaskoczony. Tutaj
przyrosty były niemalże 300-procentowe! Na przykład, przed pierwszym
cyklem byłem w stanie zrobić drabinę jeden raz, natomiast po cyklu...
aż trzy razy! Byłem naprawdę zdumiony. Podczas drugiego cyklu przyrost
nie był już tak wysoki, jednak nadal wiele wyższy niż normalnie. Dla
tych z was, którzy się w tej chwili napalają i już liczą pieniądze w
drodze do najbliższego sklepu, mam niestety przykrą wiadomość: na tym
bowiem lista dodatnich cech kreatyny w moim mniemaniu się kończy.
Zaczyna natomiast bardzo długa lista, nazwijmy to "efektów ubocznych".
Oczywiście nie mam na myśli żadnych problemów zdrowotnych, gdyż jak
potwierdzają to liczne badania naukowe, kreatyna jest preparatem
całkowicie nieszkodliwym dla zdrowia (oczywiście w rozsądnych
dawkach), lecz jedynie wszystkie te objawy, które są z punktu widzenia
wspinacza nie tyle kłopotliwe, co wręcz niepożądane. Przede wszystkim
mam na myśli spory przyrost wagi. U mnie wynosił on ok. 7 kilogramów
(!), po odstawieniu preparatu i ustabilizowaniu się wagi (ma to
związek między innymi z gromadzeniem się wody) spadł o 2 kilogramy.
Jak widać daje to ostatecznie przyrost wagi rzędu 5 kilogramów. Dla
wszystkich zaskoczonych informacja: jeden z moich znajomych po 5-
tygodniowym cyklu przytył 12 kg, a słyszałem i o większych przyrostach
wagi. W tym miejscu mógłby ktoś zakrzyknąć: "przecież te 5 kg to same
mięśnie, więc i siły więcej". Ale niestety w praktyce nie wygląda to
tak różowo. Jest prawdą, że cały przyrost masy jest związany z
przyrostem masy mięśniowej, ale na tym dobre wiadomości dla nas, czyli
dla wspinaczy się kończą. Dlaczego? Otóż chyba każdy wie, jakie
mięśnie są we wspinaczce potrzebne, a jakie nie. Tutaj nie ma żadnej
tajemnicy. Nie każdy wie jednak o tym, że kreatyna powoduje
rozrastanie się wszystkich mięśni w organizmie, a nie tylko mięśni
trenowanych!!! Mało tego, jak pisze Krzysiek Sas-Nowosielski, a także
Eric Horst "czym mniej wytrenowani zawodnicy, tym większe rezultaty".
Z tego powodu chyba bardzo łatwo o jedyny słuszny wniosek: "czym mniej
wytrenowany MIĘSIEŃ, tym większy jego przyrost"! Teraz niech każdy
stanie przed lustrem i powie, które mięśnie są u niego najmniej
wytrenowane? Zakładając, że nie uprawiasz innych sportów tak aktywnie
jak wspinaczkę, odpowiedĽ jest prosta: największego rozrostu mięśni
można spodziewać się w... nogach! Przekonałem się o tym osobiście,
gdyż pomimo tego, że w tym czasie nie robiłem nic, co obciążałoby moje
nogi bardziej niż chodzenie, byłem przerażony ich "powiększeniem się".
Tutaj jak najbardziej naukowa dygresja. Zapytałem bowiem osobiście
Erica Horsta (internet to wspaniała sprawa), co sądzi na ten temat.
Jego odpowiedĽ doskonale pasowała do moich własnych doświadczeń.
Przeprowadził on bowiem badania na wspinaczach w Stanach i
zaobserwował on u badanych przez siebie osób dokładnie to samo, co
zaobserwowałem ja na samym sobie. Pisze on między innymi: "nie dajcie
się zwieść wspaniałym reklamom i recenzjom w kulturystycznych
czasopismach. To co bowiem wspaniałe jest dla kulturystów, może okazać
się porażką w oczach wspinacza". Pisze on także: "jeśli sądzicie, że
skoro kreatyna sprawia, że futboliści są silniejsi i więksi, to musi
być ona również wspaniała dla wspinaczy, to jesteście w błędzie.
Insulina jest przecież dobrą rzeczą dla diabetyków, ale to nie
oznacza, że jest także dobra dla nas wszystkich". Reasumując, ktoś
mógłby zapytać: co z tego, że ważę więcej, skoro jestem jeszcze
silniejszy? OdpowiedĽ jest prosta. Co da nam nawet 50-centymetrowego
obwodu biceps, kiedy palce nie będą w stanie utrzymać w ścianie
naszego ciała? Jeśli ktoś oczekuje od wspinania czegoś więcej, niż
tylko fenomenalnej sprawności na drążku, to wie, o czym mowa. Kreatyna
przecież w żadnym stopniu nie wzmacnia naszych palców.
Pomysły na przyszłość
Kiedy zakończyłem testowanie kreatyny na moim organizmie, byłem
załamany. To wprawdzie fajnie wskoczyć na drabinę i sobie po niej
fruwać, ale jeśli chodzi o wspinanie... Klapa. Nawet pomimo
wielokrotnych prób nie byłem w stanie powtórzyć bulderów, które
wcześniej przechodziłem spokojnie. Niech ktoś przecież spróbuje
powspinać się z kilkukilogramowym ciężarkiem u pasa. Czy można jakoś
wpłynąć na negatywne, z punktu widzenia wspinacza, skutki spożywania
kreatyny? Osobiście nie sądzę, by było to możliwe. Trzeba przecież
pamiętać, że to co my uważamy za największą wadę tego rodzaju
suplementacji (czyli przyrost wagi), dla naukowców tworzących ten
preparat, było przecież rzeczą najważniejszą. Żaden kulturysta nie
chce bowiem być szczupły i silny, ani tym bardziej żadnemu z nich nie
zależy na rozwoju tylko poszczególnych grup mięśniowych. Wiele mówi
się z zmianach w sposobie zażywania preparatu. Krzysiek mówi, o
pomyśle pominięcia fazy podtrzymującej. Niestety, nigdzie nie udało mi
się znaleĽć żadnych informacji na temat takiego pomysłu, ale zapytany
przeze mnie lekarz sportowy pracujący w firmie zajmującej się
produkcją i dystrybucją preparatów kreatynowych (i innych
suplementów), powiedział, że nie widzi sensu takiego działania. Eric
Horst natomiast proponuje pominięcie fazy nasycenia i przejście od
razu do spożywania dawek od 3 do 5 gramów dziennie. Taki schemat
wydaje mi się bardziej prawdopodobnym, ale o ewentualnych efektach ani
on, ani ja nic nie wiemy. Szczerze mówiąc, to i tak nie sądzę, by
komukolwiek udało się uzyskać większe efekty przyrostu siły bez
znacznego przyrostu niepotrzebnej nam masy mięśniowej, na przykład
nóg.
Podsumowanie
Na koniec najwłaściwszą rzeczą jest oczywiście podsumowanie. Czego
można spodziewać się po kreatynie? Na pewno zwiększenia siły, a przede
wszystkim wytrzymałości siłowej. Ale niestety należy także oczekiwać
większego ciężaru ciała i zwiększenia masy mięśniowej, szczególnie w
mięśniach "najmniej wytrenowanych" (a przeważnie są to nogi). Jeśli
mam wypowiedzieć się w ostatecznej kwestii: za czy przeciw, to muszę
niestety stwierdzić, że jestem przeciwny suplementacji kreatyną diety
wspinacza sportowego. A chyba najlepszym tego dowodem jest to, że
dziś, po tych wszystkich doświadczeniach, że tak powiem "na własnej
skórze", kiedy prowadzę, w moim mniemaniu najbardziej profesjonalny
trening, jaki mogę sobie wyobrazić, nawet nie myślę o tym, by dawać
jeszcze bardziej popalić moim stawom i ścięgnom kuracjami takimi jak
osławiona kreatyna.
PS. Oczywiście powyższe przemyślenia, to tylko moje poglądy poparte
dostępnymi mi badaniami, no i przede wszystkim własnymi obserwacjami
mojego ciała. Każdy z was może przecież doznawać zupełnie innych, i to
być może nawet skrajnie innych, wrażeń. Ale tak to już jest z
suplementami, które przecież działają bardzo subtelnie (często wiele
bardziej subtelnie niż wydaje się to samym zainteresowanym ich
spożywaniem). To co dla jednego jest rewelacyjne, dla innego może być
bezsensowną stratą kasy. Dla dodania szczypty soli: osobiście znam
wiele przypadków (również wśród wspinaczy), kiedy prowadzona właściwie
suplementacja kreatyną nie przyniosła dokładnie żadnych rezultatów...
Rafał Moucka
mieszka w Wodzisławiu Śląskim, wspina się od czterech sezonów, od
dwóch prowadzi systematyczny trening. W 1999 roku poprowadził całą
serię trudnych dróg (m.in. Sportland Na Mściwoja VI.6, Chomeini
VI.6/6+, Archaiczne Techniki Ekstazy VI.6+).