tym idzie na sprawności i możliwościach.
| |
|
*Pakerzy - jak sama nazwa wskazuje. faceci, którzy ostro pakują, w
którym to procesie, jak święcie są przekonani, pomóc im mogą połykane
w znacznych niekiedy ilościach najróżniejszej maści specyfiki, w tym
wspomniane Amino Techy itp.
|
Ilość i jakość
Nieprawidłowość diety może posiadać tak ilościowy, jak i jakościowy
charakter. Czasami mogą one zresztą iść w parze, ale o tym za chwilę.
Mówiąc o charakterze ilościowym mamy na myśli sytuację, w której ilość
spożywanego białka jest po prostu nieadekwatna w stosunku do
zapotrzebowań, mówiąc krótko za mała. Jak już wcześniej wspomnieliśmy
organizm przeciętnego zjadacza chleba o masie ciała ok. 70 kg pozbywa
się codziennie ok. 30 g białka. Płynie z tego prosty wniosek, iż co
najmniej tyle należy przyjąć. Oznacza to mniej więcej 0,5 g białka na
kilogram masy ciała. Jest to wszakże ilość minimum, bo przecież
organizm nie tylko odbudowuje, ale wciąż buduje także nowe struktury.
A przecież białko jest mu potrzebne także do syntezy enzymów, hormonów
itp. Wspomnieliśmy też, że wymogi sportowców bywają kilkakrotnie
większe. Ile konkretnie to zależy od dyscypliny i celów treningu.
Ponieważ różnego rodzaju wysiłki modyfikują zapotrzebowania na białko
podjęto m.in. próby ich kategoryzacji i określenia stosownych potrzeb.
Dla przykładu można spotkać się z podziałem na 3 kategorie dyscyplin:
I - dyscypliny, w których kolejność wymogów rozpoczyna się od siły i
kończy na wytrzymałości z szybkością pośrodku (są to np. gimnastyka
sportowa, podnoszenie ciężarów itp., wymagania sięgają tu 2 g
białka/kg masy ciała), II - dyscypliny, w których hierarchia ważności
obejmuje szybkość, dalej siłę i na końcu wytrzymałość (sprinty, skoki,
boks, zapasy, wymagania sięgają tu 1,7 g białka/kg masy ciała), III -
dyscypliny typowo wytrzymałościowe (tu wymagania białka są najmniejsze
i sięgają ok. 1,4 g białka/kg masy ciała). Praktyczny przykład
przeliczania własnego zapotrzebowania białkowego z uwzględnieniem
powyższego podziału przedstawia zamieszczona poniżej tabelka, z
zastrzeżeniem iż trenujący mniej niż 3 godziny dziennie mogą za punkt
odniesienia przyjąć wartość o oczko niżej (oczywiście w swojej
kategorii).
Masa ciała (kg) | ilość białka (g) w zależności od kategorii dyscypliny sportu |
| | I | II | III |
| 40 | 80 | 65 | 56 |
| 50 | 100 | 85 | 70 |
| 60 | 120 | 102 | 84 |
| 70 | 140 | 119 | 98 |
| 80 | 160 | 136 | 112 |
| 90 | 180 | 153 | 126 |
|
Przy okazji prezentacji danych takie jak powyższe, aż prosi się zadać
pytanie o zapotrzebowania wspinaczy. I tu niestety pojawia się pewien
problem, bowiem w żadnej fachowej literaturze, przynajmniej tej
dostępnej autorowi, odnośniki takie nie istnieją. W "naszej własnej"
literaturze i owszem z propozycjami odpowiednich "norm" możemy się
spotkać. Podał ją m.in. "masowy producent" książek o treningu Eric
Hörst, który jako normę proponuje 1,2-1,5 g białka/kg masy ciała.
Autorzy jednego z artykułów zamieszczonych w niemieckim "Rotpunkcie"
proponują górną granicę przesunąć do 2,0 g. Oczywiście całkowicie
uzasadnione są obawy, iż propozycje powyższe stanowią rezultat
przemyśleń jedynie, a nie konkretnych badań. W nieco lepszej sytuacji
mogą znajdować się uprawiający alpinizm, albowiem przedstawicieli tej
akurat dyscypliny wspinaczkowej badaniami obejmowano i odpowiednie
normy w literaturze z zakresu żywienia w sporcie da się przy
odrobienie wysiłku odszukać. Normy te mają wg jednego ze źródeł [1]
wynosić od 1,8 (dla operujących na wysokościach przekraczających 3,5
tys. m npm) do 2,5 (dla operujących do 2,5 tys. m npm) gramów białka
na kilogram masy ciała.
Mówiąc z kolei o jakości podkreślamy fakt, iż nie tyle, albo raczej
nie tylko, sama bezwzględna ilość spożytego białka się liczy, ale i to
jakie ono jest pod względem składu aminokwasowego. Im ten ostatni
bliższy składowi naszych tkanek, tym lepiej. Biorąc pod uwagę powyższą
zgodność za kryterium, jakość produktów białkowych możemy ułożyć w
ranking, w którym czołowe pozycje należeć będą kolejno do jaj kurzych
(przyswajalność białka rzędu 95%, nota bene białko jaj zostało przez
Światową Organizację Zdrowia uznane za wzorzec produktu spożywczego),
mleka (przyswajalność białka ok. 85%) i mięsa (przyswajalność białka
ok. 78%, preferowane gatunki to głównie drób i ryby). Z produktów
roślinnych wysokie pozycje zajmą z kolei soja, czarna fasola,
soczewica, groch, a więc głównie rośliny strączkowe (przyswajalność
białka ok. 40-60%). Spożywanie gorszej jakości produktów białkowych
nawet w monstrualnych ilościach nic nie da, albowiem ilość przyjętego
białka determinowana będzie ilością tego spośród aminokwasów
niezbędnych, którego jest najmniej. Z tego zresztą względu ukuto
specjalny termin: aminokwas ograniczający. W praktyce aspekt
jakościowy białka łączy się z ilościowym albowiem nawet spożycie
odpowiednio dużej ilości białka, w praktyce oznaczać może jedynie
wrzucenie w siebie masy pokarmu, z którego powstanie kolejna...no
wiecie co w lesie w Podlesicach i niewiele poza tym.
Drobnego wyjaśnienia wymaga użyty w napisanym powyżej zdaniu termin
aminokwas niezbędny. Odnosi się on do grupy aminokwasów, których
organizm, przy najszczerszych nawet chęciach, sam wytworzyć sobie nie
potrafi i w związku z tym musimy mu podać je z zewnątrz, czyli w
pożywieniu. Jeśli to nie nastąpi, nasze ciało nie będzie mogło
wytworzyć odpowiedniego białka, a to już może oznaczać kłopoty. Będą
one dodatkowo spotęgowane faktem pełnienia przez poszczególne
aminokwasy (nie tylko niezbędne zresztą) także innych funkcji, poza
samym tylko zadaniem budowania białek strukturalnych. Należą do nich w
przypadku poszczególnych aminokwasów egzogennych (inne określenie
niezbędnych): izoleucyna - regulowanie funkcji energetycznych,
tworzenie hemoglobiny*, leucyna - regulowanie funkcji energetycznych,
regulowanie uwalniania endorfin* w mózgu, co ważne dla wspinaczy
wpływa na procesy gojenia się skóry i nie tylko, walina - wpływanie na
poziom niektórych neuroprzekaźników, histydyna - udział w produkcji
czerwonych i białych ciałek krwi, lizyna - tworzenie wraz z witaminami
C, B6 i PP, metioniną i żelazem L-karnityny (tak, tak właśnie tej!!!),
udział w regulacji procesu syntezy kolagenu, metionina - udział w
syntezie karnityny, a wraz z argininą i glicyną kreatyny (i znowu
krzyknijmy: tak, tak właśnie tej!!!), pomoc w usuwaniu toksyn z
wątroby, fenyloalanina - udział w procesach zapamiętywania, treonina -
pomoc w zapobieganiu otłuszczania wątroby, również ważny składnik
kolagenu, tryptofan - tworzenie ważnego neuroprzekaźnika serotoniny.
Pomińmy już wyliczankę funkcji pełnionych przez aminokwasy względnie
niezbędne i endogenne (to te, które organizm bez większego trudu może
sobie sam zmajstrować), jako że zajęłoby to dość sporo miejsca, a w
końcu Góry aż tak szczegółowym źródłem informacji chyba być nie muszą.
Przy aminokwasach jednak zatrzymamy się nieco dłużej, aczkolwiek w
nieco innym już kontekście, a mianowicie ich rozumieniu jako jednej z
form wspomagania treningu. Co prawda swego czasu dość obszerne
opracowanie tego tematu ukazało się w "Ekstremie", ale po pierwsze nie
każdy zapewne czytał, po drugie w tekście ówczesnym nie wspomniano nic
na temat roli aminokwasów rozgałęzionych (bynajmniej nie przez
przeoczenie autora, po prostu miały one stanowić następny odcinek), po
trzecie wreszcie, jak mawia stare przysłowie rzecz słuszną warto
powtórzyć i kilka razy.
| |
|
*Hemoglobina - gwoli wyjaśnienia dla tych, co nie uważali na zajęciach
z biologii w szkole, jest to czerwony barwnik krwi, którego zadaniem jest
wiązanie tlenu i przenoszenie go tam, gdzie jest potrzebny, czyli wszędzie.
|
| |
|
*Endorfiny - związki, które sprawiają, że czujemy się dobrze i nie
pozwalają, by gdy nas coś boli, bolało tak, jak by faktycznie mogło
boleć.
|
Aminokwasy
Aminokwasy należą do jednej z najpopularniejszych (obok hydrolizatów
białka w proszku, które jednak dla wspinaczy liczących zwykle kalorie
mają tę wadę, iż mają tychże zwykle dość sporo) form wspomagania
treningu produktami o działaniu anabolicznym i - jak się przekonamy za
chwilę - nie tylko. Wszyscy trenujący uzupełniają, a na dobrą sprawę
wszyscy ciężko pracujący i narażeni na niedobory białka powinni
uzupełniać, normalną dietę suplementami białka. Ich niewątpliwą zaletą
jest wysoki stopień przyswajalności i wydajności (mierzona wskaźnikiem
PER wydajność wzrostowa białek w takich suplementach zwykle przewyższa
analogiczną wydajność naturalnych pokarmów). Dodatkowo charakteryzuje
je spora gęstość, czyli mówiąc krótko, w stosunkowo małej objętości
mieści się sporo związków odżywczych z minimalną ilością substancji
balastowych. Czyż trzeba czegoś więcej dla kogoś, kto po kilku
godzinach ciężkiej pracy ma żołądeczek nieskory do przyjmowania
czegokolwiek a w perspektywie niedługiego relatywnie czasu następną
dawkę pracy?
Suplementy aminokwasowe przyjmowane są zwykle w trzech formach:
zawierającej wszystkie aminokwasy "do kupy", zawierającej tylko tzw.
aminokwasy rozgałęzione (co ciekawe z użyciem tychże eksperymentowano
na alpinistach, o czym za chwilę) oraz obejmującej wyłącznie wybrane
aminokwasy pojedynczo. Dwie ostatnie formy mogą komuś wydać się nieco
dziwnym rozwiązaniem. No bo po co kombinować z częściami skoro można
przyjąć od razu całość. Otóż decydują o tym dość ważkie względy,
wykraczające poza zwykłą chęć dostarczenia składników do budowy białka
ustrojowego. Ba, czasami nawet mające z nią niewiele wspólnego,
albowiem istnieje grupa tzw. aminokwasów nieproteogennych, które nie
biorą udziału w syntezie białka, lecz pełnią inne role. Aminokwasami
takimi są np. hydroksyprolina i hydroksylizyna, które, mimo iż nie
uczestniczą w normalnych procesach wytwarzania białka, są
wykorzystywane do budowy kolagenu, ważnego składnika ścięgien,
więzadeł, chrząstek stawowych, skóry, paznokci, włosów.
Każda cegiełka z osobna
Jedną z najpowszechniej spotykanych przyczyn przyjmowania wybranych
aminokwasów jest stymulowanie procesów anabolicznych bądź/i hamowanie
katabolicznych. W tym celu wykorzystuje się przede wszystkim:
- tryptofan - przyjmowany przez sportowców celem stymulowania
sekrecji hormonu wzrostu, zalecane dawki oscylują wokół 5-10 g dziennie
na pusty żołądek, w izolacji od pozostałych aminokwasów i koniecznie
przed snem ze względu na pobudzanie syntezy serotoniny (za chwilę
jeszcze do tego tematu wrócimy),
- argininę i ornitynę - oba zwane są często dynamiczną parą
aminokwasów, a to ze względu na wzajemne przekształcenia jeden w drugi
(taki ich urok, że mają jakieś kłopoty z tożsamością); mają wpływ na
zwiększanie wydzielania hormonu wzrostu i insuliny, pomagają w
tworzeniu kolagenu oraz kreatyny. Zwykle zalecenia suplementacyjne
opiewają na 200 mg argininy i 100 mg ornityny na kg masy ciała
dziennie (proporcje obu aminokwasów właśnie w takim jak powyższy, tj.
2:1, stosunku wydają się być najbardziej zasadne). Podobnie jak ww.
przyjmuje się je oddzielnie od innych aminokwasów, na pusty żołądek,
najlepiej na godzinę przed treningiem oraz przed snem,
- glicynę - bierze udział w produkcji hormonu wzrostu, kreatyny, RNA
i DNA, hemoglobiny i cytochromów (ważnych enzymów biorących udział w
procesach utleniania w komórkach), nie spożywa się jej nigdy razem z
tryptofanem,
- alaninę - stanowi składnik budulcowy tkanki łącznej i odgrywa
ważną rolę w przemianach energetycznych, wychwytywana przez wątrobę
stanowi bowiem substrat do produkcji glukozy. Proces ten uznawany jest
za bardzo wydajny i mogący zabezpieczać długotrwałą pracę mięśni.
Spadek stężenia tego aminokwasu we krwi - co świadczy o jego
"wyłapywaniu" przez mięśnie celem wykorzystania w przemianach
energetycznych - stwierdza się zwłaszcza w wysiłkach
wytrzymałościowych trwających ponad 2 godziny.
- glutaminę - ma przyczyniać się do zwiększania wytrzymałości
mięśni, zwiększa syntezę białka i kolagenu, działa antykatabolicznie,
pełni ważną rolę w systemie odpornościowym. Ponieważ w dużych dawkach
może być toksyczna przyjmuje się ją w ilościach nie większych niż 10 g
dziennie, a i to po kilku tygodniach przyzwyczajania się,
rozpoczynając od dawek 2-3 g spożywanych 3-4 razy dziennie, chociaż
niektóre źródła podają nawet dawki do 30 g bezpośrednio po treningu.
- taurynę - co ciekawe, mimo że związek ten występuje w dość dużych
ilościach w mięśniach szkieletowych, jego funkcja nadal nie jest do
końca wyjaśniona. Wpływa na pewno na niektóre parametry
elektrofizjologiczne i reguluje stan zapasów jonów wapnia w komórce, w
pewnych partiach mózgu pełni rolę neurotransmitera, może przyczyniać
się do usuwania tłuszczów, odkładania się glikogenu w mięśniach i
pobudzania uwalniania hormonu wzrostu, jest też jednym z
antyutleniaczy (o tych związkach napiszemy szerzej w odrębnym
odcinku). Zwykle spożywana w ilościach 2-4 g dziennie. Stanowi
składnik popularnego Red Bulla.
- tyrozynę - prekursor kilku istotnych neuroprzekaźników. Jednym z
nich jest dopamina, która zaangażowana jest w wiele aspektów
zachowania w tym depresję, skłonności do alkoholu i narkotyków,
agresję, jedzenie i zachowania seksualne. To dzięki niej między innymi
doznajemy wrażeń przyjemności (np. gdy po żywcowaniu jakiejś drogi
czujemy dziwną rozkosz, to prawie na pewno bierze w tym udział
dopamina). Noradrenalina to inny neuroprzekaźnik, którego prekursorem
jest tyrozyna, a którego ilość obniża się w sytuacjach stresowych i
podczas wyczerpujących wysiłków fizycznych. Tyrozyna wykazuje także
działanie anaboliczne i spalające tłuszcz, dlatego wspomaganie nią
stosuje się w programach zbijania wagi z jednoczesną chęcią zachowania
masy i siły mięśni. Proponowane dawki sięgają 2-20 g dziennie na pusty
żołądek, dla efektu pobudzającego na 30 min. przed treningiem lub
zawodami. Częste stosowanie powoduje przyzwyczajenie się organizmu i
stopniowy zanik skuteczności.
Na zakończenie naszej aminokwasowej wyliczanki kilka uwag
praktycznych. Fakt, iż przyjmowanie omawianych związków w ww. formie
ma kilka zalet (duża szybkość wchłaniania, znacznie większa niż całego
ich kompleksu na raz oraz możliwość wybiórczego traktowania pełnionych
przez nie funkcji regulacyjnych), niesie też ze sobą i kilka wad.
Najbardziej uderzającą w oczy, acz nie najpoważniejszą jest cena.
Gorszą jest natomiast możliwość spowodowania zakłóceń we wchłanianiu
innych aminokwasów a nawet w przypadku spożywania zbyt dużych dawek
niektórych z nich, możliwość "podtrucia" organizmu, który nie zawsze
może reagować na zasadzie: "halo nerki! Posyłamy wam nadmiar pewnego
świństwa, odfiltrujcie co trzeba, a resztę poślijcie pęcherzowi i nich
to wyleje". Z tego też względu decydując się na wspomaganie
poszczególnymi aminokwasami w wolnej formie dobrze jest zasięgnąć
opinii dietetyka lub lekarza sportowego. A czy takie selektywne
podejście w ogóle się sprawdza? Wiele danych wskazuje na to, że owszem
tak. Z drugiej wszakże strony istnieje w tym względzie szereg różnych
niuansów i wątpliwości. Dla przykładu w jednym z badań stwierdzono, że
po podaniu argininy w połączeniu z lizyną sekrecja hormonu wzrostu
wzrosła o 794% (!!!), podczas gdy obu aminokwasów oddzielnie - jedynie
niewielki wzrost. W innych z kolei, iż kombinacja lizyny, argininy i
treningu nie stymulowała wydzielania hormonu wzrostu bardziej niż sam
trening. Zdaniem autorów jednego z przeglądów poświęconych poruszanemu
zagadnieniu [2] powodem tego jest istnienie pewnej granicy wyzwalania
tego hormonu, nawet jeśli odpowiedzialna za to przysadka mózgowa jest
maksymalnie stymulowana.
Aminokwasy rozgałęzione
Popularną i bezpieczną formą korzystania ze wspomagania opartego na
preparatach białka jest stosowanie tzw. aminokwasów rozgałęzionych,
oznaczanych wygodnym skrótem BCAA (akronim utworzony ze słów w języku
angielskim branched chain amino acids). Co prawda w jednym z artykułów
w prasie wspinaczkowej, a przetłumaczonym kiedyś w "Górach i
alpinizmie", autor stwierdził, że ich działanie jest niepewne, a badania
przemawiające "za" - tendencyjne, ale świadczy to jedynie o tym, iż
facet jest niedouczony (nie tłumacz, tylko autor oryginału).
Przyjrzyjmy się więc BCAA nieco bliżej.
Trzema zasadniczymi grupami
argumentów przemawiających za ich stosowaniem są działania
antykataboliczne, energetyczne oraz stymulujące. To pierwsze oznacza
hamowanie, spowalnianie procesów rozpadu zachodzących w organizmie,
które zachodzą co prawda non stop (przypomnijmy sobie pojęcie
dynamicznej równowagi), ale mogą nabierać szybszego tempa pod wpływem
intensywnego wysiłku. Spożywanie aminokwasów w ogóle, a wybranych
aminokwasów w wolnej formie i BCAA w szczególności, efekt ten nieco
łagodzi. Łagodzenie to przyjmuje postać małego oszustwa. W naturalnych
warunkach, gdy organizm potrzebuje energii, a jej zabezpieczenie w
źródłach węglowodanowych jest niewystarczające, uaktywniają się enzymy
powodujące rozpad białek ustrojowych, zwłaszcza białek mięśni, które
dostarczają aminokwasów. To coś jakby organizm zjadał sam siebie.
"Wyłączenie" tych enzymów następuje w momencie zarejestrowania przez
mózg dużego stężenie aminokwasów we krwi. To natomiast można zwiększyć
sztucznie, właśnie poprzez spożywanie suplementów aminokwasowych
stanowiących niejako już przetrawioną formę białka. BCAA są
szczególnie mocno zaangażowane we wspomniany proces już choćby z racji
tego, że stanowią znaczną część składu aminokwasowego białek mięśni.
Niektóre badania istotnie wykazały, że w długotrwałych wysiłkach
następuje zwiększony rozpad BCAA. Łączy się to z trzecią z ww. grup
argumentów, a mianowicie energetyką wysiłku. Powodem owego rozpadu
jest właśnie zabezpieczenie tejże, tym bardziej, że BCAA uczestniczą w
produkcji alaniny, o roli której wspomnieliśmy już wcześniej, a której
wypływ z pracujących mięśni następuje już w intensywnych wysiłkach
trwających nawet krócej niż godzina. Wykorzystanie BCAA dla celów
ochronnych wobec tkanki mięśniowej badano na alpinistach stwierdzając,
iż istotnie ich podawanie zapobiega procesowi ubywania mięśni.
Argumentem na rzecz suplementacji BCAA ma być wreszcie ich działanie
stymulujące, albo ściślej rzecz ujmując, odsuwające w czasie moment
pojawienia się zmęczenia. Chodzi tutaj o tzw. zmęczenie ośrodkowe, a
więc takie, którego lokalizację można umiejscowić w mózgu (w
odróżnieniu od zmęczenia obwodowego, które dotyczy po prostu mięśni).
W zmęczeniu tego rodzaju pojawia się uczucie znużenia, niechęci do
kontynuowania wysiłku, nawet senności, mimo iż mięśnie jako takie w
zasadzie nadal mogłyby pracę kontynuować. Ma to wynikać ze zwiększenia
w mózgu stężenia serotoniny, w syntezie której uczestniczy znany nam
już aminokwas tryptofan (zalecenia naszych babć, by dla dobrego snu
napić się mleka mają swoje uzasadnienie właśnie w fakcie zawierania
przez ten produkt dużych ilości rzeczonego aminokwasu). Co to ma do
BCAA? Ano to, iż zwiększone ich zużycie przez mięśnie prowadzi do
spadku stężenia w osoczu, a tym samym wzrostu wskaźnika wolny
tryptofan/BCAA. Ponieważ i tryptofan i BCAA wykorzystują ten sam
mechanizm transportujący, konkurują one ze sobą w dostępie do mózgu.
Relatywnie większe ilości tryptofanu pozwalają mu osiągnąć w tym
dostępie przewagę. To jak z dwoma grupami facetów, dajmy na to
czerwonych i żółtych koszulkach, które przez wąskie wejście próbują
wcisnąć się do dajmy na to pubu. Więcej "czerwonych" przed wejściem
daje większą szansę znalezienia się ich w środku. Liczne badania
istotnie wykazały, że w wyniku intensywnego wysiłku następuje
zmniejszenie stężenia BCAA w osoczu z jednoczesnym zwiększeniem
stężenia wolnego tryptofanu. Dowiedziono także, iż przyjmowanie
suplementów BCAA powoduje wzrost ich zawartości w osoczu krwi. Mniej
jednorodne są natomiast wyniki badań nad efektem, który nas
najbardziej interesuje. W wielu doniesieniach istotnie antyzmęczeniowy
oraz poprawiający wydolność fizyczną i umysłową wpływ suplementacji
BCAA uzyskiwał potwierdzenie. Żeby jednak nie było brakło nam
rozterek, przeprowadzano i takie badania, w których wpływu BCAA na
zmęczenie ni jak doszukać się nie dało. Jak na ironię autor znalazł
wyniki takowych w jednym z najświeższych źródeł [3] i to tuż przed
przystąpieniem do pisania tego artykułu. Oczywiście nie jest to żaden
dowód na "nie", lecz raczej na "nie zawsze i nie w każdych warunkach".
Pozostając przy BCAA warto wspomnieć o jeszcze innych efektach, które
przy ich pomocy można uzyskać. Należy do nich możliwość oddziaływania
na zaburzenia hormonalne powstające w trakcie wysiłku. Interesujący
dla podejmujących intensywne wysiłki wydaje się być zwłaszcza
potencjalny efekt łagodzenia spadku stężenia testosteronu z
jednoczesną stymulacją wydzielania insuliny, bowiem oznaczać mogą
dodatkową ochronę przed rozpadem białek mięśniowych. Wyniki jednych z
najnowszych badań [4] sugerują także pozytywny wpływ suplementacji BCAA
na umiarkowanie intensywne wysiłki wykonywane w gorącym otoczeniu,
które samo z siebie zdaje się przyspieszać pojawianie się zmęczenia
ośrodkowego. Informacja ta dla himalaistów i wszelkiej maści
wielbicieli taplania się śniegu i lodzie jest oczywiście mało
atrakcyjna, ale dla stałych bywalców francuskich, włoskich czy innych
południowych skał w porze letniej...
To, co nam jeszcze zostało? A, no właśnie, pytanie: ile i kiedy?
Odpowiedź na pierwsze z pytań wynosi 4-6 g jednorazowo, przy czym
najlepiej wszystkie trzy BCAA (leucynę, izoleucynę i walinę)
przyjmować łącznie, a to z uwagi na pewne stałe proporcje, w jakich
powinny być one przyjmowane. Problem ten w zasadzie jest rozwiązany
automatycznie, gdy nabywa się gotowy suplement pod nazwą BCAA, nie
warto więc majsterkować własnoręcznie. Pytanie "kiedy" jest proste w
odniesieniu do "normalnych" treningów: BCAA przyjmuje się najczęściej
tuż przed i tuż po tychże (tuż należy rozumieć jako kilkadziesiąt
minut do godziny). Jednak całodzienne skalne harce, nie wspominając
już o pomykaniu gdzieś po jakichś dużych ścianach, to nie to samo co
trening rozumiany jako pójście na 2-3 godzinki na Koronę, czy
pobieganie po schodach z obciążeniem (jak czynią to co poniektórzy
miłośnicy ostrej wyrypy górskiej). Dla takich osobników być może
wrzucenie w siebie kilku gramów BCAA w ciągu dnia mogłoby być całkiem
zasadne.
Finisz
Aminokwasy nazwijmy je umownie "kompletne" poza niektórymi z funkcji
wymienionych powyżej posiadają tę zaletę, że stanowią źródło materiału
budulcowego dla syntezy białek ustrojowych. Wiemy, iż wraz z
pożywieniem musimy dostarczyć odpowiedniej ilości pełnowartościowego,
tzn. zawierającego komplet niezbędnych aminokwasów, białka aby
organizm mógł prawidłowo funkcjonować. Na niedobory białka najbardziej
narażeni jesteśmy oczywiście w stanach niedożywienia (czy to z powodów
wymuszonych sytuacją zewnętrzną, jak np. podczas wypraw w góry, czy też
z powodów subiektywnych, jak np. podczas odchudzania się lub
stosowania diety wegetariańskiej, a zwłaszcza wegańskiej) lub/i
nasilonego wysiłku fizycznego. Działalność wspinaczkowa, zwłaszcza w
górach wysokich, ale nie tylko, ma to do siebie, iż łączy obie ww.
grupy czynników. Dlatego właśnie warto przyjrzeć się jakości i ilości
swojej diety, by ewentualnie wprowadzić do niej jakieś modyfikacje,
formą których mogą być suplementy białkowe lub aminokwasowe.
I to na ten miesiąc byłoby chyba tyle.
Literatura
1 Celejowa I. (1990). Rekord na talerzu czyli tajniki kuchni
sportowca. Warszawa: Sport i Turystyka.
2 Wirth V. J., Gieck J. (1996). Growth Hormone: Myths and
Misconceptions. Journal of Sport Rehabilitation 5, 244-250.
3 Bacon S. L. i wsp. (1999). Effect of BCAA supplementation on
psychomotoric performance following prolonged exercise. Journal of
Sport Sciences 1.
4 Mittleman K. i wsp. (1998). Branched-chain amino acids prolong
exercise during heat stress in men and women. Medicine & Science in
Sport and Exercise Vol. 30, No. 1.